Historia Przygoda Pasja... Odkrycia i poszukiwania

Treasure hunting, metal detectors, history...




Teraz jest wtorek, 17 września 2019, 18:30

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Krakowski 3 maja1946 ,warto wiedzieć .
PostNapisane: środa, 3 maja 2017, 09:22 
Offline
Rotmistrz fortyfikator
Rotmistrz fortyfikator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 25 stycznia 2012, 12:18
Posty: 2266
Lokalizacja: Galicja
3 maja 1946 r. na ulice wielu miast wyszły tłumy ludzi, by świętować rocznicę uchwalenia Konstytucji i protestować przeciwko komunistycznym porządkom w Polsce. Władza ludowa reagowała brutalnie, a w następnym roku w praktyce zniosła to święto narodowe ustanowione w 1919 r. przez Sejm Ustawodawczy.

Najważniejsza manifestacja odbyła się w Krakowie. Nie była najbardziej tragiczna, ani zapewne nawet największa
Po wyjściu z kościoła Mariackiego uformował się pochód składający się w dużej mierze ze studentów. Nieśli sztandary krakowskich uczelni
Informacje o manifestacjach przeradzających się w starcia z funkcjonariuszami, nadeszły z ponad pięćdziesięciu miast

"Skończyły się dawne czasy. Teraz będziemy przemawiać innym językiem. Pójdziemy na noże". Te groźne słowa prezydent Gliwic Stanisław Klimczak skierował pod adresem delegacji nauczycieli, którzy 4 maja przyszli interweniować w sprawie kolegów aresztowanych za udział w demonstracji trzeciomajowej.

Wcześniej, w trakcie demonstracji, miejscowy prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego usłyszał od prezydenta, że ten zabrania nauczycielstwu kręcenia się po ulicach, urządzania wszelkich imprez i uroczystości. "Kilku nauczycieli jest już aresztowanych – oświadczył mu przez telefon Klimecki i zapowiedział, że "każdy spotkany nauczyciel zostanie aresztowany, a Związek rozwiązany.
Studenci z miasta Lwowa

Komunistyczny prezydent Gliwic miał powody do wściekłości, podobnie jak władze sąsiednich Katowic, gdzie za zgodą wojewody na placu przed urzędem wojewódzkim biskup Stanisław Adamski odprawił mszę polową z udziałem 20 tys. ludzi.

Kiedy tuż przed godziną 10 pojawiły się sztandary PSL, ludzie zaczęli bić brawo i krzyczeć: "Niech żyje PSL!", "Niech żyje Mikołajczyk!". Po mszy ruszyli w stronę odległego o jakieś dwa kilometry Parku Kościuszki, by asystować przy wmurowaniu płyty pod obelisk ku czci Naczelnika.

Milicja starała się tak kierować tłumem, żeby manifestacja wyglądała na mniejszą niż była i – według relacji inspektora ds. propagandy – pierwsza interwencja nastąpiła w pobliżu parku, kiedy to oficer milicji wezwał do zwinięcia sztandarów i rozejścia się.

"W odpowiedzi tłum rzucił się na oficerów milicji z okrzykami: »Precz z terrorem«, »Precz z żydo–komuną«. Jak pisze Wojciech Mazowiecki, historyk wydarzeń z 3 maja 1946 r., walka rozgorzała wokół sztandaru Polskiego Stronnictwa Ludowego. Komendant MO województwa śląskiego twierdził, że oficer MO, ppor. Kopeć, który wezwał chorążego sztandaru PSL do jego zwinięcia, został drzewcem uderzony w głowę. Z grup posypały się obelgi i krzyki na MO. Kilku oficerów MO zostało otoczonych przez demonstrantów – kilku milicjantów uderzono. Z kolei według WiN [konspiracyjnej organizacji Wolność i Niezawisłość] to właśnie sztandarowy wojewódzkiego PSL został okropnie pobity", a "poprzestrzeliwany i podziurawiony bagnetami sztandar zdjęto". To samo podał wewnętrzny komunikat PSL".

Padły strzały. Zgodnie z relacją inspektora propagandy, manifestanci użyli rewolwerów i nadbiegający z odsieczą milicjanci musieli zareagować oddając kilka salw na postrach, zmuszając w ten sposób demonstrantów do rozpierzchnięcia się. Według WiN strzelali tylko ubowcy, zginęło siedem osób, natomiast rannych miało być od kilku do 35. Informacji o zabitych nie ma w żadnych innych źródłach.

Równie gorąco było 3 maja w Gliwicach, gdzie obchody także zaczęły się od mszy. Według inspektora propagandy, kiedy ludzie wyszli z kościoła milicja poinformowała, że pochodu nie będzie, "demonstranci skierowali się w boczną uliczkę nie obstawioną przez MO, rozwinęli ogromny pochód dwukrotnie większy niż w dniu 1 maja".

O przebieg zajść do jakich doszło komuniści obwiniali najbardziej studentów Politechniki Gliwickiej "pochodzących z miasta Lwowa lub innych miast wschodnich". Do nich "przyłączyło się nauczycielstwo ze swoimi uczniami oraz pocztowcy, z których przeszło 20 jest członkami PSL i zajmuje wysokie stanowiska na poczcie oraz Związek Zawodowy Kolejarzy.

Miały padać takie m.in. hasła: "Precz z Bierutem, zarżnąć go"!, "Powiesić Wiesława Gomułkę", "Precz z komunistycznym rządem, niech żyje Mikołajczyk". Czy rzeczywiście padły takie hasła skoro związek akademicki "Wici" wzywał do umiarkowania "w stosowaniu tych czy innych okrzyków"? I również obserwator WiN zapewniał, że przemarsz odbył się bez obraźliwych wobec rządu okrzyków.

Z okien ludzie rzucali kwiaty na manifestantów, których funkcjonariusze próbowali zablokować najpierw na ulicy Zwycięstwa, tarasując ją ciężarówką z milicjantami, ale idący w pochodzie ją ominęli. Kolejną próbę podjęli w rejonie dworca kolejowego, gdzie: "Dwa tramwaje i trzy samochody wcisnęły się w środek pochodu, by go rozbić".

Ostatecznie władze osiągnęły sukces za trzecim razem, kiedy to "na końcu ulicy Dworcowej wyjechała naprzeciw pochodu straż pożarna i sikawkami zmusiła uczestników do rozejścia się". Później jeszcze studenci Politechniki ze brali się na dziedzińcu swojej uczelni, gdzie przemówił do nich rektor. Według szacunków podziemia, w Gliwicach tego dnia aresztowano ok. 180 osób.Początek na Rynku Głównym

Najważniejsza manifestacja – pisze Mazowiecki – odbyła się w Krakowie. Nie była najbardziej tragiczna, ani zapewne nawet największa. O jej wyjątkowości przesądziła niesłychanie brutalna interwencja władz: najpierw użycie broni i wozów pancernych przeciw pochodom, później masowe aresztowania – największe tego dnia w Polsce. Wszystko złożyło się na legendę o krakowskim 3 maja i natychmiast obiegła cały kraj. Kraków stał się symbolem tych wydarzeń.

Oficjalną część uroczystości stanowiła msza o godzinie 10 w kościele Mariackim, kiedy to po raz pierwszy ludzi mogli zobaczyć odzyskane figury z ołtarza Wita Stwosza, akademia w Teatrze Słowackiego, a wieczorem, w tymże samym teatrze, uroczyste wystawienie "Zemsty" Aleksandra Fredry.

"Nieoficjalnie" natomiast po wyjściu z kościoła Mariackiego uformował się pochód składający się w dużej mierze ze studentów ze sztandarami krakowskich uczelni. Po mszy świętej – wspomina Andrzej Wielowieyski – ubecy i milicja znowu próbowali rozproszyć tłum, co spowodowało, że do demonstracji dołączyło najpierw kilka tysięcy, a później 20-30 tys. mieszkańców, którzy opanowali całe śródmieście, wznosząc antyrządowe i antysowieckie okrzyki (za niepodległością, Mikołajczykiem, uwolnieniem więźniów, zwrotem Lwowa itd.). Dopiero po południu oddziały wojska z udziałem czołgów, strzelając dla postrachu w powietrze, rozproszyły w końcu demonstrantów. Aresztowano kilkaset osób, najaktywniejsi otrzymali potem wieloletnie wyroki.

Milicja odgrywała drugorzędną rolę, pierwsze skrzypce grali tam ubowcy dowodzeni przez szefa krakowskiego UB majora Jana Freya-Bieleckiego oraz żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego podległego Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego.

Kiedy czoło pochodu dotarło pod siedzibę PPR znajdującą się na Rynku Głównym, niemal naprzeciwko Wieży Ratuszowej, oficer UB nakazał natychmiastowe rozwiązanie pochodu i odmówił zgody na przejście studentów do uniwersytetu. W tej sytuacji Jan Deszcz, przewodniczący "Bratniej Pomocy" UJ oznajmił najbliżej stojącym kolegom, że na polecenie władz rozwiązuje pochód i prosi o rozejście się do domów. Niedługo później padły strzały.

Jak się miało okazać stojącemu pod bramą siedziby PPR mężczyźnie nie spodobał się okrzyk "Niech żyje Mikołajczyk" wydany przez rzemieślnika Mieczysława Adamczyka. Napastnik wyciągnął rewolwer i strzelił Adamczykowi w twarz, a kiedy ludzie rzucili się w jego kierunku, zniknął w bramie budynku.

Tłum wychodził z Rynku dostępnymi ulicami i formował kolejne pochody rozpędzane przez ubeków i żołnierzy KBW, którzy szarżowali też na koniach. Od czasu do czasu padały strzały, ale na szczęście nikt nie zginął. Krakowska egzekutywa PPR przyznała dwa później: "Nie przygotowaliśmy się do 3 maja. Byliśmy zaskoczeni. [...] błędem było, że bezpieczeństwo użyło broni pancernej i oficera sowieckiego" [do którego major Frey-Bielecki zwrócił się w pewnym momencie o pomoc].

Do burzliwych demonstracji doszło i w innych regionach, zwłaszcza w województwie pomorskim obejmującym wówczas Kujawy i część Pomorza, ale odgrodzonego od Bałtyku przez województwa szczecińskie i gdańskie. W prawie 50-tys. Włocławku demonstracja trzeciomajowa zamieniła się w trwające dwa dni zajścia, podczas których zginęły dwie osoby.

Informacje o manifestacjach przeradzających się w starcia z funkcjonariuszami, nadeszły z ponad pięćdziesięciu miejsc, wiadomo, że ubecy i milicjanci strzelali do ludzi w Krakowie, Włocławku, Inowrocławiu, Katowicach, Gliwicach, Bytomiu, Sosnowcu, Łodzi, Żyrardowie i pod Maciejowicami. Na pewno zginęły trzy osoby, oprócz wspomnianych już ofiar we Włocławku, w Łodzi, "w czasie rozpraszania pochodu przez ORMO [Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej] i robotników fabryk łódzkich padło kilka strzałów, od których zranione zostały 3 osoby z uczestników pochodu". Postrzelony 21-latek zmarł.

Prasa podziemna pisała, że życie straciło 27 osób, ale informacji tej nie potwierdzają tajne dane urzędowe. Te z kolei źródła mówią, że rany odniosło ponad dziesięć osób.

Ubecy i milicjanci aresztowali ludzi w trakcie zajść, ale również i później.
Solidarność z Krakowem

8 maja w części krakowskich szkół średnich zaczął się strajk stanowiąc wyraz solidarności z zatrzymanymi studentami, do którego przyłączyli się uczniowie z innych ośrodków województwa krakowskiego, a także w Katowicach, Wrocławiu i innych jeszcze miejscach. Protesty te trwały kilka dni.

13 maja w Poznaniu na ulice wyszli studenci, by zaprotestować przeciw represjom stosowanych wobec kolegów z Krakowa – rozprowadzone w Akademii Handlowej ulotki informowały np. o aresztowaniu w Krakowie 1200-1500 studentek i studentów i wywiezieniu ich na Sybir. Manifestanci wyruszyli spod uniwersytetu śpiewając Rotę, Boże coś Polskę i kierowali się pod gmach urzędu wojewódzkiego na placu Kolegiackim. I tam też zostali najpierw zablokowani przez funkcjonariuszy MO, KBW i UB, którzy następnie wyciągali z tłumu pojedynczych demonstrantów i wywozili do siedziby bezpieki. W sumie tego dnia aresztowanych zostało aż 633 studentów, z których większość zwolniono do 15 maja.

Trzy dniu później na uniwersytecie toruńskim zaczął strajk solidarnościowy "z kolegami z Krakowa i Poznania". Jak podaje Mazowiecki tydzień między 13 a 20 maja stanowił apogeum strajków i protestów młodzieży.
Osądzeni

9 lipca w Krakowie przed sądem wojskowym stanęło dziewięciu studentów, kupiec, rzemieślnik oraz żołnierz, starszy sierżant, który usłyszał najpoważniejszy zarzut, a mianowicie strzelanie do jadącego samochodu z milicjantami i ubekami.

Nie był to proces w stylu stalinowskim. Sędziowie nie podzielili poglądu prokuratora Stanisława Zarakowskiego, późniejszego naczelnego prokuratora wojskowego odpowiedzialnego za wiele wyroków śmierci na członkach antykomunistycznego podziemia, że oskarżeni studenci "przygotowali tłum do tego, co postanowione było przez podziemie". Naturalnie Zarakowski żądał surowych kar od roku, po trzy, cztery, pięć lat, a w przypadku Honkisza – siedmiu lat więzienia.

Sędziowie po pierwsze odrzucili kwalifikację prawną oskarżenia stwierdzającą, że poprzez wywołanie masowych demonstracji sądzeni zmierzali do zmienienia przemocą ustroju państwa polskiego. I, z wyjątkiem podoficera, wymierzył im łagodniejsze kary (część uniewinnił) tylko za wznoszenie nieprawomyślnych okrzyków, bądź stawianie oporu funkcjonariuszom. Honkisz został skazany, ale na wyrok niższy niż żądał prokurator, a sąd wyższej instancji umorzył potem jego sprawę uznawszy, że oskarżenie nie przedstawiło przekonujących dowodów.

Nie był to jedyny proces. W październiku w Krakowie stanął przed sądem jeszcze jeden student UJ i został skazany na dwa lata w zawieszeniu za posiadanie ulotek, a nie – jak twierdził prokurator – "za udział w zbiorowej antypaństwowej manifestacji mającej na celu obalenie demokratycznego ustroju państwa".

W Poznaniu wyrok w zawieszeniu otrzymała piątka studentów za udział w manifestacji solidarnościowej z Krakowem 13 maja; uczestnicy manifestacji sądzeniu byli też w Bydgoszczy, Gliwicach, gdzie padł najwyższy wyrok – pięć lat więzienia – na jakie został skazany student Politechniki Gliwickiej.
Święta wyklęte

Demonstracje 3 majowe i następujące po nich protesty oraz strajki solidarnościowe wywarły wrażenie na rządzących. Józef Cyrankiewicz, wówczas sekretarz generalny koncesjonowanej przez komunistów PPR, a potem wielloletni premier, oświadczył w maju 1946 r. że "stosunek władzy do święta 3 Maja winien być teraz wrogi lub co najmniej obojętny".

Niecały rok później, w kwietniu 1947 roku, zapadła decyzja, że 3 maja będzie normalnym dniem pracy. I aż do 1981 r., do czasów "Solidarności", władze nie pozwalały na świętowanie rocznicy pierwszej polskiej Konstytucji. Podobnie zresztą jak 11 listopada uznanego za dzień odzyskania niepodległości czy 15 sierpnia jako święta Wojska Polskiego ustanowionego przed wojną z okazji zwycięstwa nad bolszewikami w sierpniu 1920 r.

_________________
Projekt 8813
Bunkerites of Poland
Złośliwość jest podstawą wszelkiej przyjaźni. Dowodzi inteligencji i zainteresowania drugą osobą


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 139 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007, 2011 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL